Odwróciłem się słysząc za sobą jakiś szmer. Właśnie wyciągałem piwo z lodówki, gdy ktoś za mną stanął. Jak się okazało był to lekko wstawiony już Lou. Odwróciłem się z powrotem, aby znów 'zanurkować' w lodówce, gdy poczułem jak chłopak opiera się klatką o moje plecy. Niemal automatycznie zrobiło mi się gorąco i Lou chyba poczuł, że się spiąłem, bo zaśmiał się nerwowo. Przygryzłem dolną wargę i chwytając cztery butelki z zimnym napojem, odwróciłem się przodem do chłopaka. Byliśmy tak cholernie blisko, że czułem na swoich wargach jego ciepły, lekko przesycony alkoholem oddech. Przysunąłem się nieznacznie do niego i nasze wargi dzieliły milimetry. Wystarczył jeden ruch, a połączylibyśmy je w namiętnym pocałunku. Oblizałem usta i poczułem rosnące we mnie napięcie. Wreszcie byliśmy tak blisko, a Lou był dość pijany by bez najmniejszych skrupułów mnie pocałować. Tak cholernie długo na to czekałem, że to był chyba najpiękniejszy moment w moim życiu. I to rosnące napięcie między nami. Niestety gdy już wyczułem ruch ze strony Louis'a spanikowałem i najzwyczajniej w świecie wyminąłem go udając się do salonu. Po prostu bałem się tego do czego mogłoby to prowadzić. Po pierwsze nie wiem, czy jutro Lou nie miałby mi tego za złe. Mógłby uznać, że go wykorzystałem. Po drugie nawet jeśli doszłoby do czegoś między nami, to nigdy nie byłem z mężczyzną... I miałem lekkie obawy przed tym, chociaż wiem, że Tommo nie byłby w stanie zrobić mi czegoś złego. Nawet cuchnąc alkoholem na kilometr. Gdy już doszedłem do pokoju wypełnionego ludźmi jakoś odetchnąłem z ulgą, że udało mi się wywinąć z tak nietypowej sytuacji. Podałem jedną butelkę Niall'owi, który cudem trzymał się na nogach, drugą odłożyłem koło miejsca Louisa, sam zaś dla siebie zostawiając pozostałe dwie. Nie wiem nawet jak to się stało, ale gdy się 'obudziłem' stałem na schodach idąc w kierunku mojej sypialni, a za sobą dostrzegłem pijanego w cztery dupy, Lou. Zatrzymałem się na chwilę, sam nie wiem po co, chyba żeby na niego zaczekać. Chłopak podszedł do mnie chwiejnym krokiem i zmierzył mnie od stóp aż po czubek głowy. Przeszły mnie jakieś ciarki, gdy nasze wzroki się spotkały, a w jego oczach dostrzegłem jakieś iskierki. Przełknąłem głośno ślinę i stwierdziłem, że nie wiadomo z czyjego powodu, odległość między nami robi się coraz mniejsza. Znów poczułem się zakłopotany tym co się dzieje, ale jakoś ciągnęło mnie, by samemu zrobić krok dalej. Stykaliśmy się już klatkami, ale wciąż nie przestawaliśmy piorunować się wzrokiem. Dłoń Lou niewyczuwalnie oplotła mnie w pasie, po czym energicznie pociągnęła ku sobie. Przyparł mnie przy tym do ściany i wpił się w moją szyję. Odchyliłem głowę do tyłu i uniosłem nogi do góry, by chłopak zaniósł mnie do sypialni. Oczywiście on nie miał nic przeciwko i po chwili już zostałem rzucony na łóżko. Podniosłem się na łokciach, ale natychmiast zostałem przygwożdżony do miękkiego materaca. Zadrżałem czując jego kolano pomiędzy moimi udami, sunące ku górze. Wciąż oczywiście obdarowywał moją szyję pocałunkami, na co ja mruczałem co jakiś czas. Poczułem jak jego ręka wędruje pod moją koszulkę i nie mogłem powstrzymać rąk przed zaciśnięciem ich na jego pośladkach, kuszących mnie dziś od rana przez te jasnoniebieskie spodnie. W odpowiedzi chłopak zagryzł delikatnie skórę mojej szyi, a ja znów jęknąłem jego imię. Widać podobało mu się to bo przez pocałunki, którymi mnie obdarowywał poczułem jak się uśmiecha. Palce jego lewej ręki zaczęły delikatnie bawić się moim sutkiem, co jakiś czas ściskając go, a ja czułem, że zaraz oszaleje. Jedną dłoń zacisnąłem mocniej na jego pośladku, drugą zaś wplotłem w jego roztrzepaną fryzurę. Nie wiem kiedy, ale coś nagle mocno ścisnęło mojego członka przez spodnie, a ja automatycznie wygiąłem się w łuk jęcząc z rozkoszy. W końcu od początku naszej 'zabawy' mój kolega domagał się większych pieszczot i wreszcie został nimi obdarowany. Choć to wciąż nie było typowe obciąganie, już trochę mi ulżyło, gdy zaczął masować moje przyrodzenie.
-Lou... O boże... Boże, Lou... Ugh! Ach... A, ach... Tak... Jeszcze... Ugh. Jeszcze trochę... Louis... Mocniej... Um... Ta... Tak... No... No dalej... Nie baw się ze mną, błagam. Lou... Louis!
Starałem się wydyszeć coś sensownego, nic jednak nie przychodziło mi do głowy. Chciałem po prostu jakoś dać mu do zrozumienia, żeby wreszcie odpowiednio się nim zaopiekował, ale jego ręka ani myślała wsunąć się pod moje bokserki. Pociągnąłem lekko jego włosy, a jego wzrok wreszcie spotkał się z moim, gdy odessał się od mojej szyi. Z początku był pewny siebie, ale po chwili wyglądał bardziej na... przerażonego. Poczułem, że to jest chyba ten moment kiedy on przez moment ogarnia co się dzieje i nim się obejrzałem, Lou wybiegł z pokoju. Tak po prostu zostawiając mnie. Zrezygnowany sapnąłem ciężko i mój wzrok zatrzymał się na idealnie białym suficie. I co teraz? Co jeśli Lou uzna, że to ja zainicjowałem tą sytuację i będzie na mnie wściekły? Może nawet będzie bał się ze mną mieszkać, żebym czasem nie zgwałcił go w nocy. Kurwa! Kurwa. Kurwa. Kurwa. Było tak cholernie pięknie, przecież jemu też się podobało. Widziałem to, czułem to! Był zachwycony gdy zaciskałem ręce na jego tyłku! Więc czemu nagle się zerwał i uciekł? Zrobiłem coś źle? W dodatku... Boże, czemu przerwał w takim momencie?! W takich momentach NIE WOLNO przerywać! Ugh. Harry, ty napaleńcu. Twój przyjaciel pewnie teraz myśli, że prawie go zgwałciłeś, a ty martwisz się tylko tym, że nie zdążył cię zaspokoić. Jesteś okropny! Rozebrałem się do samej bielizny i zrezygnowany wsunąłem pod kołdrę. Nie miałem ochoty zmierzyć się z Lou po tym co się stało, wolałem więc udać, że śpię.
Stałem właśnie na podwórku, oparty o drzwi wejściowe do domku, zapalając papierosa, którego wyciągnąłem z leżącej na stoliku paczki Zayna. Dosłownie wszystko we mnie drżało. Co ja właśnie odpieprzyłem?! Lou, prawie przeleciałeś Harrego! TEGO Harrego! Choć muszę przyznać, że gdybym mógł wróciłbym tam i kontynuował to co zacząłem. Dlaczego właściwie uciekłem? Przecież Harry bawił się w to tak samo jak ja... Tylko że Harry tylko się bawił, a ja faktycznie zacząłem robić sobie jakieś nadzieje. Że co niby? Że spędzimy upojną noc, a potem będziemy żyli razem długo i szczęśliwie? Nie, nie sądzę. Hazz był pijany, nie wiedział pewnie co dzieje się w koło. A gdy spojrzałem na niego wtedy... Tak strasznie przestraszyłem się, że zaraz mnie odepchnie i wyzwie od dziwadeł i pedałów. Przecież nie przeżyłbym tego. Rozpłakałbym się, a on uznałby mnie za żałosnego. Zaciągnąłem się po raz kolejny zastanawiając się co teraz. Mam tam tak po prostu wrócić? I co, powiedzieć, że to przez alkohol? Tak, łatwo mówić, trudniej zrobić. Papieros skończył się szybciej niż myślałem, więc byłem zmuszony coś ze sobą zrobić. Przecież nie będę nocował na kanapie... nie po to walczyłem o pokój z Harrym. Z drugiej strony teraz tego żałowałem. Gdybyśmy spali osobno, może nie doszłoby do tego. Ale teraz za późno, nie ma co gdybać. Boże... Ale jak ja mogłem mu to zrobić?! Przecież wiem, że nie jest gejem. Przecież wiem, że jest jeszcze dzieckiem. Kurwa, czy ja naprawdę nigdy nie mogę myśleć rozumem, a nie penisem, albo sercem? Ale co ja za to mogę?! Szczególnie po całym dniu nad jeziorem i tym wszystkim... Te uściski, te uśmiechy, te 'przypadkowe' dotykanie się nawzajem. On też to robił, więc... Nie, nie! Lou, jesteś dorosły! Nie zwalaj na siedemnastolatka, który w dodatku był pijany! A ty myślałeś w stu procentach trzeźwo, a i tak to zrobiłeś! Chwyciłem się za głowę i odetchnąłem ciężko. Muszę tam wrócić. Muszę stawić czoło temu co narobiłem. Mruknąłem coś pod nosem i otworzyłem po cichu drzwi. Zayn i Niall spali już do godziny, tak samo jak Liam i Dan. Dziewczyny chyba też, bo nigdzie ich nie było. Spokojnie więc powędrowałem w stronę naszej sypialni. Modliłem się w duchu, by Harry nie był na mnie zły i przyjął to wszystko spokojnie. Uchyliłem drzwi i najpierw zerknąłem przez szczelinę. O dziwo Hazz leżał tyłem do drzwi i wydawał się spać. Otworzyłem drzwi szerzej i wszedłem do środka po cichu, nie chcąc go obudzić. Zsunąłem z siebie spodnie i bluzkę, i nawet nie biorąc prysznica wsunąłem się pod kołdrę obok Harrego. Leżał spokojnie, powoli oddychając. Nie drgnął nawet, więc spokojnie odwróciłem się tyłem do niego i leżałem modląc się, by jutro o niczym nie pamiętał. W przeciwnym razie może się okazać, że wszystko pięknie spieprzyłem, a on już nie chce mnie znać. Miałem tysiące myśli na minutę i jeszcze więcej obawa. Jestem tak cholernie głupi. Stary, a głupi jak dzieciak. Nie wiem nawet dlaczego tak o nim myślałem, skoro go nie znałem. Mógł okazać się być dupkiem, egoistą. Ale już wiem, że nie jest taki. Jest trochę nieogarnięty i dziecinny, ale nie przeszkadza mi to. Znamy się praktycznie kilka dni, może tygodni, a ja zachodzę w głowę, jak potrafiłem wcześniej wytrzymać bez niego. Teraz był nie umiał. Gdyby mnie zostawił, odrzucił pewnie bym się załamał i błagał na kolanach, by dał mi kolejną szansę. Odwróciłem się przodem do niego, ale on wciąż leżał tyłem. Chciałbym móc zobaczyć teraz jego twarz. Choć na moment spojrzeć w te zielone tęczówki i opalać w blasku jego uśmiechu. To takie dziwne, że sama jego obecność mnie uszczęśliwiała. Sam fakt, że leży teraz koło mnie sprawia, że na mojej twarzy gości uśmiech i zapominam o tym wszystkim. O problemach, o zmartwieniach. Jesteśmy tylko my dwoje i nic więcej. Nic więcej nie jest nam przecież potrzebne. Gdyby Harry stanął teraz przede mną i powiedział chociażby krótkie 'Lou, kocham cię' umarłbym ze szczęścia. To jest... taki mój mały szczyt marzeń. Jedni chcą milionów, drudzy szczęśliwej rodziny, lub pewnej przyszłości... A ja chce po prostu tych trzech słów wypowiedzianych z jego ust. Nic więcej. Gdybym mógł nagrać ten moment pewnie bym to zrobił. Płytkę powiesiłbym na ścianie i codziennie patrzył na nią po kilka razy przypominając sobie jak wiele radości może sprawić tak mały gest. Ale nie mogę i pewnie nigdy nie będę mógł odczuć tego, co poczułbym w takim momencie. Nie można mieć wszystkiego. Bóg zesłał mi Harrego, ale uczynił z niego coś na styl zakazanego owocu. Mogę go podziwiać, mogę go czasami dotknąć. Ale nigdy nie będzie mi dane zasmakować go w całości. Takie szczęście jest pisane komuś innemu. To przykre. Rozmyślając nad tym jak mógłbym uczynić go szczęśliwym przy mnie, zacząłem delikatnie bawić się jego loczkami, ale tak, aby się nie obudził. Mógłbym zrobić wiele. Od głupot takich jak codzienne śniadanie do łóżka, aż po rzeczy wielkie jak zrobienie z niego mojego własnego, osobistego boga, o którego mógłbym dbać. Mógłbym codziennie mówić mu jak wiele dla mnie znaczy, jak bardzo go kocham. Zabierałbym go wszędzie, gdzie tylko by chciał, nawet gdybym musiał znaleźć nową pracę, by było nas na to stać. Ale gdy tak o tym myślę, chodzenie do pracy ze świadomością, że zarabiam na szczęście Harrego byłoby tylko przyjemnością. Chyba... Czy to nienormalne? Może mam jakąś obsesję? Może faktycznie Hazz powinien zacząć się mnie bać? Ale przecież nie zrobiłbym mu niczego złego. Prędzej sam bym sobie coś zrobił niż jemu. Może byłbym nawet zbyt pobłażliwy, ale jestem pewien, że on by tego nie wykorzystał. Harry jest dobrym chłopakiem. Uczciwym i dobrodusznym. Kocha wszystko i wszystkich, niestety mnie nie kocha tak jak chciałbym, aby to robił. Odłożyłem rękę na poduszkę. Odetchnąłem ciężko i nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Może to wszystko mnie dość zmęczyło? W nocy śnił mi się dość dziwny sen. To było właściwie nasze pierwsze spotkanie i wszystko było jak deja vie. Widziałem jak przekracza próg sklepu, w którym pracuje. Obserwuje jak zatacza koła wyraźnie nie mogąc czegoś znaleźć. Potem z zawodem obserwuje jak już prawie wychodzi i nagle... zatrzymuje się. Wtedy nie spuściłem z niego wzroku nawet na moment. Wydał mi się jak... Jak dziecko. To może dziwnie zabrzmi, ale to chyba przez te dołeczki. Był taki uroczy, a do tego te loczki. Nie mogłem przestać na niego patrzeć i marzyłem tylko, by kiedyś być dla niego kimś więcej. By móc spędzać z kimś takim każdy dzień, by był przy mnie w dobrych i złych chwilach.
piątek, 27 lipca 2012
środa, 18 lipca 2012
Amare - Rozdział 8
Stałem przed jego domem od dobrych dziesięciu minut i już moja cierpliwość się kończyła. Nie chodziło o to, że on tak się grzebie, ale o to, że chciałem go wreszcie mieć przy sobie. Od wczoraj byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Dwa dni w Bristol z Harrym, a potem już będę go miał dla siebie codziennie. Będę mógł leżeć z nim na kanapie oglądając filmy i bawić się jego loczkami. I tak codziennie... O ile on mi na to pozwoli. Z rozmyśle wyrwał mnie dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Spojrzałem w bok i mimowolnie uśmiechnąłem się.
-Przepraszam, że musiałeś czekać.
-Nie ma sprawy. To co, gotowy na weekend w moim towarzystwie 24 na dobę?
-Już nie mogę się doczekać. - mówiąc to posłał mi najpiękniejszy uśmiech na świecie, a mi zrobiło się gorąco. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Okej, Lou. Spokojnie. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i samochód zawarczał cicho. Do Bristol było około 120 mil, czyli jakieś dwie i pół godziny drogi. Połowę przejechaliśmy w ciszy, ale nie była to ta 'niezręczna cisza'. Po prostu napawaliśmy się swoim towarzystwem, nie potrzebowaliśmy do tego słów. Co jakiś czas przekręcałem na chwilę głowę i nasze wzroki spotykały się, a ja mogłem posyłać mu jeden z tych ciepłych uśmiechów, które on zwykł odwzajemniać. Jego włosy wydały mi się być dziś w jakimś większym porządku, a oczy świeciły jak dwa szmaragdy w świetle słońca. Rumienił się czasami, co było naprawdę uroczę. Widziałem jak uśmiechał się pod nosem i bawił rękoma. Ciekawość nie dawała za wygraną.
-O czym myślisz? -spytałem wreszcie. Speszył się i uciekł wzrokiem gdzieś za okno.
-O niczym. Tak po prostu... Rozmyślam.
Przytaknąłem i milczałem. Nie będę naciskał, jeśli nie chce powiedzieć.
-Wiesz, Lou... -odezwał się po chwili sprawiając, że zadrżałem. Przestraszył mnie... -Naprawdę ciesze się, że cię poznałem.
-Ja też się ciesze, Harry.
-Kocham cię, LouLou.- zamarłem. Naprawdę... On naprawdę to powiedział? Spojrzałem na niego lekko przerażony, a on zaśmiał się nerwowo. -Jako przyjaciela. Spokojnie...
Trochę się zawiodłem, że tylko jako przyjaciela. A z drugiej strony... na co liczyłem?
-Ja ciebie też, Hazz.
Ugryzłem się w język przed dodaniem 'nie tylko jako przyjaciela'. Ta informacja mogłaby popsuć nasze relacje. Przez resztę drogi rozmawialiśmy o głupotach i żartowaliśmy. Harry nie umie opowiadać kawałów, ale i tak się śmiałem, żeby nie zrobić mu przykrości. Dojechaliśmy około godziny 12, a wszyscy już na nas czekali. Miałem jedną torbę, zupełnie tak jak Harry. Weszliśmy na piętro, wraz z resztą, która czekała na nas, aby ustalić kto ma z kim dzielić pokoje.
-Zayn i Niall chcą razem, Liam i Danielle też... Ja będę z Rose i teraz pytanie... Co z waszą trójką?
Spojrzałem na Lottie, a ona niemal od razu wiedziała o co chodzi.
-Hej, El to może ja będę z wami, a nasze gołąbeczki dostaną pokój razem?
Na sam dźwięk słowa 'gołąbeczki' zarumieniłem się i spojrzałem ukradkiem na Harrego. Pech chciał, że i on spojrzał się wtedy na mnie. Speszyłem się, ale jedynie się uśmiechnął, jakby wcale mu to nie przeszkadzało. Łóżko było jedno, ale dwuosobowe. Dziękowałem za to bogu, choć z drugiej strony leżący obok mnie Harry będzie jedynie kusił... Tak bardzo nie lubię, gdy mam coś na wyciągnięcie ręki, a nie mogę tego chwycić. Bez skojarzeń, oczywiście. Postanowiliśmy nie rozpakowywać się, w końcu to tylko dwa dni. Po pięciu minutach siedzieliśmy już koło Zayna i Nialla, którzy jak zwykle z piwem w ręku, oglądali jakiś mecz.
-Poważnie? Słońce świeci, ptaszki śpiewają, mamy weekend i jesteśmy w domku letniskowym kawałek od wody, a wy... Oglądacie mecz?
-Nie byle jaki! Finał Ligi Mistrzów!- mina Zayna mówiła mi, że jestem jakiś nienormalny, skoro mnie to nie interesuje. Niall przytaknął jedynie, nie spuszczając wzroku z telewizora.
-Och... Świetnie. A gdzie reszta?
-Liam i Dan u siebie, jak zwykle.
-A dziewczyny?
-Skąd mam wiedzieć? Rzuciły walizki do sypialni El i wybyły nim zdążyłem zapytać gdzie toaleta... Poważnie, kiepski gospodarz z El.
Spojrzałem na lekko zdezorientowanego Harrego, który od niechcenia spoglądał gdzieś za okno. Widać również wolał spędzić ten dzień w inny sposób.
-Hej, Hazz. Ty też zamierzasz to oglądać? -chłopak posłał mi jedynie znaczące spojrzenie i byłem już pewien, że nie. - To... No nie wiem... Plaża jest pół godziny drogi stąd...
-Och, świetny pomysł! Już, już, wynocha. Przeszkadzacie!- Niall wydał się jakiś poddenerwowany. No tak, jego ulubiona drużyna nie mogła nawet dojść do piłki. Harry wstał jedynie i pomaszerował po kąpielówki i jakiś ręcznik. Nim się obejrzałem siedzieliśmy już w samochodzie. Na plaży o dziwo nie było dużo ludzi, choć pogoda naprawdę sprzyjała. Rozłożyliśmy się blisko wody z zamiarem opalenia się. Muszę przyznać, że leżąc miałem idealny widok na dopiero rozbierającego się Harrego. Oczywiście korzystałem z okazji i wciąż ukradkiem wpatrywałem się w niego. Przypomniało mi się jak wraz z moimi siostrami pojechaliśmy nad jezioro... Było naprawdę miło, bo tematy nam się nie kończyły. Teraz jednak leżeliśmy w ciszy co troszkę mi przeszkadzało. Może to dziwnie zabrzmi, ale jego głos działał na mnie jakoś kojąco. Słuchając o najgłupszych rzeczach czułem się jakoś... bezpiecznie. Przekręciłem się na brzuch i z każdą minutą czułem jak zasypiam. Tak właśnie działa na mnie cichy szum fal, grzejące słońce i delikatny wietrzyk. Naprawdę nie wiem kiedy zasnąłem. To przyszło tak nagle. Odpłynąłem gdzieś daleko, sam nie wiem gdzie. Wiem, że było ciepło i przyjemnie. W oddali cichy głos Harrego, którego mógłbym słuchać całymi dniami. Nie słyszałem co mówił, ale to musiało być coś mało istotnego. Przede mną i za mną ciemność, której normalnie bym się bał. Teraz jednak była dla mnie jak najlepszy przyjaciel. Jak odpoczynek po przebiegniętym maratonie. Choć czułem się jakoś skrępowany, nie mogłem zrobić kroku, ani ruszyć ręką. Zupełnie jakby ktoś niewidzialny przytulał mnie. Ale to było dziwnie miłe. Trwałbym w tym stanie do końca świata... Było mi tak dobrze. Nagle, jakby znikąd poczułem coś zimnego na plecach i zerwałem się na równe nogi. Byłem przerażony, bo lodowata ciecz wybudziła mnie z tak pięknego stanu. Zdezorientowany rozejrzałem się dokoła i pierwszym co przykuło moją uwagę był Hazz stojący koło mnie. Śmiał się cicho, a z końcówek jego włosów skapywała woda. Chyba nie muszę wyjaśniać, że to on ochlapał mnie? I na pewno nie przypadkiem...
-Dupek.
-Nie chciałeś się obudzić...
-Dupek.
-Nie moja wina...
-Dupek.
-Chciałem po prostu popływać.
-Egoistyczny dupek.
-Ale z tobą!
-I cholernie słodki, egoistyczny dupek.
Chyba poznał, że nie umiem się na niego gniewać, bo przytulił mnie przylegając swoim cały przemoczonym ciałem do mnie. Chciałem odskoczyć, bo był naprawdę zimny, ale nie zmarnuję przecież takiej okazji do przytulenia się do niego. Oplotłem go w pasie delikatnie przysuwając jeszcze bliżej. Trochę bałem się, że mnie odepchnie, on nie miał jednak nic przeciwko. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i dokładnie zmierzyłem go całego.
-Cholera. Jak się spotkaliśmy byłeś jeszcze niższy ode mnie... A teraz zaraz mnie przegonisz.
-Um... Szybko rosnę. To dobrze, będzie mi łatwiej cię przytulać.
Zarumieniłem się, więc szybko odwróciłem głowę w drugą stronę by tego nie widział.
-Idziemy do wody?
-Jeszcze pytasz?!
Chciałem coś powiedzieć, ale chłopak zaczął biec w stronę coraz wyższych fal. Faktycznie, czasami zachowuje się jak dziecko, ale to takie słodkie. Pędem ruszyłem za nim nie chcąc być tym ostatnim. Niestety nie zdążyłem go już dogonić i ostatecznie to ja zostałem brutalnie ochlapany i podtopiony parę razy. Ale naprawdę miło spędziliśmy ten czas. Szaleliśmy tak do czasu, gdy nie poczuliśmy głodu. Postanowiliśmy więc skoczyć do miasta na jakiś obiad, a później może znowu na plaże. Harry zamówił jakąś rybę, a ja postawiłem na tradycyjnego kotleta z ziemniakami i surówką. Jak na mały, trochę ubogi bar, jedzenie było przepyszne. I dość domowy klimat tylko wszystko upiększał. Zasiedliśmy gdzieś w kącie i szybko zabraliśmy się za jedzenie. Harry napchał jedzenia ile tylko się dało do buzi i wyglądał jak chomik, a ja nie mogłem powstrzymać się żeby zrobić mu zdjęcie. Złościł się za to, bo wyszedł niezwykle śmiesznie, ale za razem słodko. Nie zapomnę tego widoku do końca życia. Siedzieliśmy jeszcze chwilę rozmawiając i postanowiliśmy jednak przejść się po mieście. Nie było zbytnio co zwiedzać, ale chłopak nakupował sobie jakichś pamiątek. Dowiedziałem się przy okazji, że uwielbia gumowe bransoletki i breloczki. Było koło 18 postanowiliśmy więc już wracać. Choć naprawdę nie miałem ochoty. Jak się okazało wszyscy już na nas czekali. Impreza oczywiście. Zayn i Niall byli już nieźle pijani, dziewczyny grały w coś na ps3, a Liam próbował ogarnąć naszych pijaków.
___________________________
Wiem. Wiem. Jest krótkie w chuj. Ale dosłownie zaraz muszę oddać lapka, a nie chciałam was już męczyć czekaniem. Mam nadzieje, że się spodoba, bo starałam się jak mogłam. :3
Obiecuje, że następny rozdział będzie już dłuższy.
~Love u!
-Przepraszam, że musiałeś czekać.
-Nie ma sprawy. To co, gotowy na weekend w moim towarzystwie 24 na dobę?
-Już nie mogę się doczekać. - mówiąc to posłał mi najpiękniejszy uśmiech na świecie, a mi zrobiło się gorąco. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Okej, Lou. Spokojnie. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i samochód zawarczał cicho. Do Bristol było około 120 mil, czyli jakieś dwie i pół godziny drogi. Połowę przejechaliśmy w ciszy, ale nie była to ta 'niezręczna cisza'. Po prostu napawaliśmy się swoim towarzystwem, nie potrzebowaliśmy do tego słów. Co jakiś czas przekręcałem na chwilę głowę i nasze wzroki spotykały się, a ja mogłem posyłać mu jeden z tych ciepłych uśmiechów, które on zwykł odwzajemniać. Jego włosy wydały mi się być dziś w jakimś większym porządku, a oczy świeciły jak dwa szmaragdy w świetle słońca. Rumienił się czasami, co było naprawdę uroczę. Widziałem jak uśmiechał się pod nosem i bawił rękoma. Ciekawość nie dawała za wygraną.
-O czym myślisz? -spytałem wreszcie. Speszył się i uciekł wzrokiem gdzieś za okno.
-O niczym. Tak po prostu... Rozmyślam.
Przytaknąłem i milczałem. Nie będę naciskał, jeśli nie chce powiedzieć.
-Wiesz, Lou... -odezwał się po chwili sprawiając, że zadrżałem. Przestraszył mnie... -Naprawdę ciesze się, że cię poznałem.
-Ja też się ciesze, Harry.
-Kocham cię, LouLou.- zamarłem. Naprawdę... On naprawdę to powiedział? Spojrzałem na niego lekko przerażony, a on zaśmiał się nerwowo. -Jako przyjaciela. Spokojnie...
Trochę się zawiodłem, że tylko jako przyjaciela. A z drugiej strony... na co liczyłem?
-Ja ciebie też, Hazz.
Ugryzłem się w język przed dodaniem 'nie tylko jako przyjaciela'. Ta informacja mogłaby popsuć nasze relacje. Przez resztę drogi rozmawialiśmy o głupotach i żartowaliśmy. Harry nie umie opowiadać kawałów, ale i tak się śmiałem, żeby nie zrobić mu przykrości. Dojechaliśmy około godziny 12, a wszyscy już na nas czekali. Miałem jedną torbę, zupełnie tak jak Harry. Weszliśmy na piętro, wraz z resztą, która czekała na nas, aby ustalić kto ma z kim dzielić pokoje.
-Zayn i Niall chcą razem, Liam i Danielle też... Ja będę z Rose i teraz pytanie... Co z waszą trójką?
Spojrzałem na Lottie, a ona niemal od razu wiedziała o co chodzi.
-Hej, El to może ja będę z wami, a nasze gołąbeczki dostaną pokój razem?
Na sam dźwięk słowa 'gołąbeczki' zarumieniłem się i spojrzałem ukradkiem na Harrego. Pech chciał, że i on spojrzał się wtedy na mnie. Speszyłem się, ale jedynie się uśmiechnął, jakby wcale mu to nie przeszkadzało. Łóżko było jedno, ale dwuosobowe. Dziękowałem za to bogu, choć z drugiej strony leżący obok mnie Harry będzie jedynie kusił... Tak bardzo nie lubię, gdy mam coś na wyciągnięcie ręki, a nie mogę tego chwycić. Bez skojarzeń, oczywiście. Postanowiliśmy nie rozpakowywać się, w końcu to tylko dwa dni. Po pięciu minutach siedzieliśmy już koło Zayna i Nialla, którzy jak zwykle z piwem w ręku, oglądali jakiś mecz.
-Poważnie? Słońce świeci, ptaszki śpiewają, mamy weekend i jesteśmy w domku letniskowym kawałek od wody, a wy... Oglądacie mecz?
-Nie byle jaki! Finał Ligi Mistrzów!- mina Zayna mówiła mi, że jestem jakiś nienormalny, skoro mnie to nie interesuje. Niall przytaknął jedynie, nie spuszczając wzroku z telewizora.
-Och... Świetnie. A gdzie reszta?
-Liam i Dan u siebie, jak zwykle.
-A dziewczyny?
-Skąd mam wiedzieć? Rzuciły walizki do sypialni El i wybyły nim zdążyłem zapytać gdzie toaleta... Poważnie, kiepski gospodarz z El.
Spojrzałem na lekko zdezorientowanego Harrego, który od niechcenia spoglądał gdzieś za okno. Widać również wolał spędzić ten dzień w inny sposób.
-Hej, Hazz. Ty też zamierzasz to oglądać? -chłopak posłał mi jedynie znaczące spojrzenie i byłem już pewien, że nie. - To... No nie wiem... Plaża jest pół godziny drogi stąd...
-Och, świetny pomysł! Już, już, wynocha. Przeszkadzacie!- Niall wydał się jakiś poddenerwowany. No tak, jego ulubiona drużyna nie mogła nawet dojść do piłki. Harry wstał jedynie i pomaszerował po kąpielówki i jakiś ręcznik. Nim się obejrzałem siedzieliśmy już w samochodzie. Na plaży o dziwo nie było dużo ludzi, choć pogoda naprawdę sprzyjała. Rozłożyliśmy się blisko wody z zamiarem opalenia się. Muszę przyznać, że leżąc miałem idealny widok na dopiero rozbierającego się Harrego. Oczywiście korzystałem z okazji i wciąż ukradkiem wpatrywałem się w niego. Przypomniało mi się jak wraz z moimi siostrami pojechaliśmy nad jezioro... Było naprawdę miło, bo tematy nam się nie kończyły. Teraz jednak leżeliśmy w ciszy co troszkę mi przeszkadzało. Może to dziwnie zabrzmi, ale jego głos działał na mnie jakoś kojąco. Słuchając o najgłupszych rzeczach czułem się jakoś... bezpiecznie. Przekręciłem się na brzuch i z każdą minutą czułem jak zasypiam. Tak właśnie działa na mnie cichy szum fal, grzejące słońce i delikatny wietrzyk. Naprawdę nie wiem kiedy zasnąłem. To przyszło tak nagle. Odpłynąłem gdzieś daleko, sam nie wiem gdzie. Wiem, że było ciepło i przyjemnie. W oddali cichy głos Harrego, którego mógłbym słuchać całymi dniami. Nie słyszałem co mówił, ale to musiało być coś mało istotnego. Przede mną i za mną ciemność, której normalnie bym się bał. Teraz jednak była dla mnie jak najlepszy przyjaciel. Jak odpoczynek po przebiegniętym maratonie. Choć czułem się jakoś skrępowany, nie mogłem zrobić kroku, ani ruszyć ręką. Zupełnie jakby ktoś niewidzialny przytulał mnie. Ale to było dziwnie miłe. Trwałbym w tym stanie do końca świata... Było mi tak dobrze. Nagle, jakby znikąd poczułem coś zimnego na plecach i zerwałem się na równe nogi. Byłem przerażony, bo lodowata ciecz wybudziła mnie z tak pięknego stanu. Zdezorientowany rozejrzałem się dokoła i pierwszym co przykuło moją uwagę był Hazz stojący koło mnie. Śmiał się cicho, a z końcówek jego włosów skapywała woda. Chyba nie muszę wyjaśniać, że to on ochlapał mnie? I na pewno nie przypadkiem...
-Dupek.
-Nie chciałeś się obudzić...
-Dupek.
-Nie moja wina...
-Dupek.
-Chciałem po prostu popływać.
-Egoistyczny dupek.
-Ale z tobą!
-I cholernie słodki, egoistyczny dupek.
Chyba poznał, że nie umiem się na niego gniewać, bo przytulił mnie przylegając swoim cały przemoczonym ciałem do mnie. Chciałem odskoczyć, bo był naprawdę zimny, ale nie zmarnuję przecież takiej okazji do przytulenia się do niego. Oplotłem go w pasie delikatnie przysuwając jeszcze bliżej. Trochę bałem się, że mnie odepchnie, on nie miał jednak nic przeciwko. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i dokładnie zmierzyłem go całego.
-Cholera. Jak się spotkaliśmy byłeś jeszcze niższy ode mnie... A teraz zaraz mnie przegonisz.
-Um... Szybko rosnę. To dobrze, będzie mi łatwiej cię przytulać.
Zarumieniłem się, więc szybko odwróciłem głowę w drugą stronę by tego nie widział.
-Idziemy do wody?
-Jeszcze pytasz?!
Chciałem coś powiedzieć, ale chłopak zaczął biec w stronę coraz wyższych fal. Faktycznie, czasami zachowuje się jak dziecko, ale to takie słodkie. Pędem ruszyłem za nim nie chcąc być tym ostatnim. Niestety nie zdążyłem go już dogonić i ostatecznie to ja zostałem brutalnie ochlapany i podtopiony parę razy. Ale naprawdę miło spędziliśmy ten czas. Szaleliśmy tak do czasu, gdy nie poczuliśmy głodu. Postanowiliśmy więc skoczyć do miasta na jakiś obiad, a później może znowu na plaże. Harry zamówił jakąś rybę, a ja postawiłem na tradycyjnego kotleta z ziemniakami i surówką. Jak na mały, trochę ubogi bar, jedzenie było przepyszne. I dość domowy klimat tylko wszystko upiększał. Zasiedliśmy gdzieś w kącie i szybko zabraliśmy się za jedzenie. Harry napchał jedzenia ile tylko się dało do buzi i wyglądał jak chomik, a ja nie mogłem powstrzymać się żeby zrobić mu zdjęcie. Złościł się za to, bo wyszedł niezwykle śmiesznie, ale za razem słodko. Nie zapomnę tego widoku do końca życia. Siedzieliśmy jeszcze chwilę rozmawiając i postanowiliśmy jednak przejść się po mieście. Nie było zbytnio co zwiedzać, ale chłopak nakupował sobie jakichś pamiątek. Dowiedziałem się przy okazji, że uwielbia gumowe bransoletki i breloczki. Było koło 18 postanowiliśmy więc już wracać. Choć naprawdę nie miałem ochoty. Jak się okazało wszyscy już na nas czekali. Impreza oczywiście. Zayn i Niall byli już nieźle pijani, dziewczyny grały w coś na ps3, a Liam próbował ogarnąć naszych pijaków.
___________________________
Wiem. Wiem. Jest krótkie w chuj. Ale dosłownie zaraz muszę oddać lapka, a nie chciałam was już męczyć czekaniem. Mam nadzieje, że się spodoba, bo starałam się jak mogłam. :3
Obiecuje, że następny rozdział będzie już dłuższy.
~Love u!
Subskrybuj:
Posty (Atom)