! Nowe opowiadanie - KLIK - zapraszam !

niedziela, 16 września 2012

Amare 11

Z góry ostrzegam, że to najbardziej dupny rozdział w CAŁYM moim życiu.
_________________________
Silnik zgasł, a mimo to wciąż siedziałem w samochodzie. Zupełnie jakbym sam nie wiedział co chcę, a przecież wiem dobrze. W sumie mogę już spokojnie nazywać się współlokatorem Louis'ego, czego chcieć więcej? Choć tak naprawdę w środku bałem się trochę. Co jeśli znów dojdzie do takiej sytuacji? Moje serce i nerwy tego nie wytrzymają i po prostu zgwałcę go. O tak... W sumie to by było gorące... Stop! Hazz, o czym ty myślisz?! Mały zbok! 
-Harry, o czym ty myślisz? -odezwał się zdziwiony Louis. O boże, może jeszcze zaczął mi czytać w myślach? No tego już za wiele, niech cię szlak Tomlinson!
-Ja? Ja... Tak tylko...
-Bez urazy, ale może 'tak tylko' pomógłbyś mi z twoimi torbami? Wiesz, nie mam nic do mojego ciała, ale chyba zauważyłeś, że jakoś specjalnie muskularny to ja nie jestem... -posłał mi ciepły uśmiech, a ja naprawdę cieszyłem się, że po tamtej nocy tak przeszliśmy do porządku dziennego i to niczego nie popsuło. Choć miałem lekkie obawy za każdym razem gdy nawet przez przypadek go dotykałem.
Mruknąłem coś w stylu 'mhm' i wysiadłem z samochodu. Louis wyjął już wszystkie torby i walizki w bagażnika, teraz tylko wystarczyło je zanieść na górę. W sumie nie było tego dużo. Jedna duża walizka i jedna mała, do tego dwie torby i plecak. Zarzuciłem plecak na plecy, w jedną rękę wziąłem torbę i małą walizkę, a w drugą tylko torbę. Duża waliza została więc zatargana na górę przez Louis'ego. Marudził też coś, że nie jest aż tak słaby i mógłby zanieść jeszcze jedną torbę, albo chociaż plecak, ale dobrze widziałem jak męczy się z jednym bagażem, a co dopiero z kilkoma. Faktycznie Lou był trochę słaby, ale ja wolałabym to nazywać raczej 'delikatnością', choć nie wiem czy jedno ma coś w spólnego z drugim. On po prostu był trochę... kobiecy. Tommo otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszego, po czym wszedł za mną i kazał zanieść walizki do drugiej sypialni. Spojrzałem za okno, choć nie zobaczyłem wiele, bo już się ściemniło. Było może po 22... to chyba trochę dziwne, że jest ciemno o tej porze, zważywszy na to, że jest lato. Ale cóż... Nie wnikam. 
-Może być jajecznica na kolację? -zapytał wchodząc bez pukania do mojego pokoju, gdy się rozpakowywałem.
-Tak, jasne. Jeśli chcesz to ja zaraz skończę i mogę ci pomóc.
-Spokojnie, Hazz. Dam sobie radę, to tylko jajecznica. -zaśmiał się i zniknął. 
Skończyłem się szybko rozpakowywać i udałem się do kuchni, gdzie już czekała na mnie gorąca kolacja. Swoją drogą uwielbiam zapach gorącej jajecznicy. Wiem, to dziwne. Usiadłem naprzeciwko niego i uśmiechnąłem się promiennie. Spojrzał na mnie lekko zasmucony i poczułem, że coś jest nie tak. 
~
Był taki rozradowany, a ja w środku cały drżałem. Muszę mu to powiedzieć. On zasługuje na prawdę. Przecież prędzej czy później się o tym dowie. Tylko... Tak na samym początku... Co jeśli się wkurzy i wyjedzie do rodziców? Choć z drugiej strony lepiej teraz niż później, gdy już się do niego jeszcze bardziej przyzwyczaję. 
-Coś się stało, LouLou? -spytał niepewnie, a ja podskoczyłem. To co... Raz kozie śmierć. It's show time, baby... nie, to źle brzmi. 
-Nie... nie. Tylko jest coś co powinieneś wiedzieć.
-Hm? Słucham?
Chwyciłem pusty talerz i podszedłem do zlewu, aby go umyć. Gdy tylko zakręciłem już wodę i odstawiłem naczynie na suszarkę, spojrzałem na niego poważnie. On czuł, że coś jest nie tak.
-Od dziś będziemy współlokatorami, więc masz prawo wiedzieć takie rzeczy o mnie...
-Wow, Lou... Mam się bać?
-Nie... Nie musisz. Pamiętasz, gdy mówiłem ci, że rodzice wyrzucili mnie z domu? -przytaknął, więc kontynuowałem.- Chodzi o to, że... Oni po prostu źle znieśli tą wiadomość, ale mam nadzieje, że ty inaczej zareagujesz... -fakt. Starałem się owijać w bawełnę jak długo mogę, ale on się niecierpliwił.
-Lou, powiedz po prostu o co chodzi.
-Jestem gejem. -walnąłem prosto z mostu, a on tylko zamrugał. 
-Och... To nic złego. 
Kamień spadł mi z serca, ale było jeszcze coś o czym powinien wiedzieć. 
-To nie zupełnie wszystko... Bo ja... Zakochałem się w tobie. -Harry wyraźnie zadrżał.- Ale nie martw się! Nie oczekuje niczego od ciebie. Nie chcę cię do niczego namawiać, ani zmuszać. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi i tak może zostać. Po prostu myślę, że masz prawo to wiedzieć...
~
Zamarłem. Czy on właśnie wyznał mi miłość? Ten Louis Tomlinson? Chłopak, którego spokojnie mogę nazwać moim ideałem? 
-Mhm... Ok.
Tylko tyle byłem w stanie z siebie wydusić. Przecież nie rzucę mu się na szyję krzycząc 'Och, Lou to wspaniale! Ja też cię kocham i zawsze kochałem!' choć z jednej strony naprawdę chciałem to zrobić. Z drugiej jednak ogarnął mnie wielki strach. Dopiero teraz dotarło do mnie, że jeszcze nigdy nie byłem z nikim tak zupełnie na poważnie. A z Lou tu by było na poważnie i wiem, że nie jestem jeszcze gotowy. Nie wiem czego dokładnie się przestraszyłem, ale teraz po prostu nie byłem w stanie być z nim. Lou posłał mi ciepły uśmiech i oznajmił, że idzie się położyć. Ja też nie siedziałem długo, bo następnego dnia musiałem przecież iść do szkoły. 
Rano nie umiałem spojrzeć w oczy Louisowi. Czułem się po prostu głupio, że zachowuje się jak dzieciak i uciekam przed odpowiedzialnością. I przez cały następny tydzień jakoś się od siebie oddaliliśmy. Nie chciałem tego, ale... Tak po prostu było. Nie mogłem na to nic poradzić. 
~
W sobotę Harry oznajmił mi, że idzie do klubu, ja jednak nie miałem humoru na oglądanie go lepiącego się do jakichś lasek. Siedziałem w domu przed telewizorem z paczką chusteczek i chipsami. I byłem zbyt zajęty użalaniem się nad sobą, żeby usłyszeć telefon, który dzwonił kilkanaście razy. Wreszcie jednak postanowiłem odebrać, a po drugiej strony przywitał mnie lekko przestraszony głos Liama.
-Hej, wszystko w porządku?
-Tak... Czemu pytasz? 
-Gadałem z Harrym... Powiedziałeś mu w końcu...
-Kiedyś musiałem. Jest bardzo zły?
-Mnie pytasz? To ty z nim mieszkasz.
-Nie rozmawiamy ze sobą... Unika mnie...
-Och... Wydaje mi się, że nie jest zły. Jest po prostu... zagubiony i chyba niezbyt wie co ma robić.
Przytaknąłem i usłyszałem dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Szepnąłem jedynie 'o wilku mowa' i rozłączyłem się spoglądając na zegarek. 01.20... Naprawdę? Jeszcze przed chwilą była 21.00... Chłopak chwiejnym krokiem wszedł do pokoju i opadła na kanapę sprawiając, że wszystko zadrżało. Spojrzałem na niego a on jedynie uśmiechnął się i opadł głową na moje kolana. Przeszły mnie ciarki i niezbyt wiedziałem co zrobić, bo przez ostatni tydzień nie tknął mnie nawet palcem. Pogłaskałem go po włosach a on jedynie się uśmiechnął i wstał. Wymamrotał coś na styl 'idę spać' i tyle go było widać. 
~~
Rozejrzałem się po pokoju i poczułem, że znów mam te słabsze chwile. Łzy napłynęły mi do oczu i w tym momencie ktoś mnie objął i mocno wtulił w siebie. Odwróciłem się i spokojnie wtuliłem się w klatkę Liama.
-Przepraszam. Naprawdę nie będę ci tu długo wadził. 
-Nic nie szkodzi. Nie przeszkadzasz mi tu.
Zawsze to mówił, ale ja i tak wiem, że jestem tu niechcianym gościem. Tylko przeszkadzam jego rodzicom, jemu i Danielle, kiedy ta przychodzi na noc. Muszę wtedy spać w salonie i to na pewno jest trochę upierdliwe dla nich. Puściłem chłopaka i spojrzałem na telefon, ale jak zwykle czekało mnie rozczarowanie. Zayn nie odzywa się... Nawet nie patrzy w moją stronę. A jak jak głupi przepraszam go dziesięć razy dziennie z nadzieją, że może po prostu zapomni.
-Gadałem z nim- wypalił nagle Liam. Spojrzałem na niego pytająco, a on kontynuował.- On chyba... On bierze to tak strasznie poważnie, jakbyście wzięli ślub czy coś, a wy po prostu się ze sobą przespaliście. 
-Mówił... Co dokładnie mówił?
-Wiesz... Dla niego po prostu nie możecie być już przyjaciółmi, bo według niego to coś znaczy, a on nie chce więc woli się odizolować. To znaczy ja wiem, że tak nie jest, ale... Dla niego to taka oczywistość. 
-Mhm... Przeproś go ode mnie.
-On wie, że przepraszasz. Robisz to za każdym razem gdy go widzisz. 
Milczałem. Tak naprawdę z dnia na dzień czułem się coraz gorzej, bo to okropne uczucie widzieć kogoś, przechodzić obok niego i nie móc go nawet dotknąć. Ale Liam martwił się więc wmawiałem mu, że nic mi nie jest. Uśmiechnąłem się dość wymuszenie i opadłem na kanapę. Telefon Liama zaczął wibrować i wiedziałem, że do Zayn. Kiwnąłem głową aby poszedł do niego, bo już nie miałem sił nawet na niego patrzeć. 
_________________________
JA WIEM TO JEST DO DUPY, TO JEST KRÓTKIE, TO JEST ZA PÓŹNO.
Przepraszam was bardzo ... Boże, aż wstyd mi to dodawać... -.-
Po prostu teraz przeprowadziłam się i zmieniłam szkołę i mam dość dużo na głowie i zupełnie nie mogę nic wymyślić... I naprawdę postaram się, żeby następny był dłuższy, lepszy i co najważniejsze- żeby był szybciej. Ale jeśli dobrze pójdzie to gdy wszystko ogarnę będzie jakiś suprajs, co wy na to? :D
Aleee prooooosze nie gryźcie, nie jedzcie, nie krzyczcie. :( 
~Love u!

piątek, 24 sierpnia 2012

Amare - Rozdział 10

Przeciągnąłem się ospale na łóżku i zauważyłem stojącego już przy oknie Harrego. Był odwrócony plecami do mnie, ale czułem, że czeka nas poważna rozmowa. Powolnie  podniosłem się do pozycji siedzącej, a Hazz drgnął. Chyba sam bał się odwrócić. Wreszcie spojrzał na mnie, a ja myślałem tylko gdzie by się móc schować. Bylem przerażony na myśl o tym, co on może zaraz powiedzieć. Jaki wykład może mi walnąć, jak bardzo wściekły może być. Ale on wyglądał na spokojnego i nawet lekko smutnego. 
-Hej... Louis.
-Hej...
Poprawiłem się na swoim miejscu z nadzieją, że będzie kontynuował. Sam bałem się poruszać ten temat. 
-My... Ja... Wczoraj... Zapomnijmy o tym po prostu. Dobrze?
Z jednej strony cieszyłem się, że tak lekko to przyjął. Z drugiej jednak gdzieś w środku łudziłem się, że może to mu się podobało. Że może coś do mnie poczuł. 
-Jasne. 
Kiwnął głowa, a ja wstałem aby się ubrać. Tak naprawdę miałem ochotę rzucić się teraz na niego, nie ważne jakby na to zareagował. Ale resztkami sił powstrzymałem się, żeby teraz nie popsuć znów wszystkiego. Kiedy już byłem gotowy do normalnego funkcjonowania, Harry wciąż nie ruszał się z miejsca. 
-Um... Hazz, która godzina?
-Jakoś przed pierwszą. Trzeba by zjeść śniadanie, albo raczej już obiad...
-Tak... Nie wiesz może czy reszta coś przygotowuje? 
-Nie ja... Też niedawno wstałem i jeszcze się z nimi nie widziałem. 
-No tak... Wiesz, według mnie oni teraz zdychają na kaca, więc... Raczej sami będziemy musieli o siebie zadbać. To znaczy... Chyba pojadę do jakiegoś fast-fooda, więc jeśli chcesz możesz jechać ze mną. 
-Tak... Jeśli nie masz nic przeciwko. 
Przytaknąłem i wyszedłem z pokoju. W kuchni o dziwo siedział Niall. Nie wyglądał na zbyt zadowolonego, nawet zmartwiłem się o niego. 
-Hej, Nialler. Jak się czujesz?
-Dupnie.
-Haha. Czyżby kac? Słodko. A co z resztą?
-El i Rose zdychają na kaca, a Lottie się nimi zajmuje. Dan i Liam są za to gdzieś na mieście chyba.
-No tak, nasza dwójka abstynentów. A Zayn?
-On... Wyjechał już.
-Już? Czemu tak szybko?
Wzruszył ramionami, ale ja byłem pewien, że coś przede mną ukrywa. Podszedłem bliżej i kucnąłem obok niego. Spojrzał na mnie pytająco.
-Pokłóciliście się?
-Nie ja... Nieważne. 
-Niall, możesz mi przecież powiedzieć. Co się stało?
-Wczoraj w nocy... Byliśmy strasznie pijani, sam z resztą wiesz. I... Tam były dwa łóżka, ale... Byliśmy naprawdę pijani. Po prostu nagle byliśmy tak blisko. Chcieliśmy... Sam nie wiem czego, ale... Boże, to się działo tak szybko. Po prostu nagle moje ręce... To mu się podobało, więc... On sam zaczął mnie rozbierać, a ja... Byliśmy tak napaleni... Jezu, Lou... On mnie nienawidzi...
-Przeleciałeś Zayna?!- może krzyknąłem trochę za głośno, ale to mi sie nie mieściło w głowie.
-Ja... To nie tak... W sumie to... On mnie przeleciał.
-Czekaj, czekaj. Zayn cię przeleciał? To i tak dobrze, że jeszcze siedzisz na dupie. -parsknąłem śmiechem, choć wiem, że to nie było na miejscu. 
Niall zarumienił się i odwrócił wzrok. Nie musiałem pytać dalej. Domyśliłem się, że rano Zayn wściekł się i dlatego się pokłócili. Zrobiło mi się go trochę żal, bo już od dłuższego czasu czułem, że mulat nie jest mu obojętny. Co prawda on zawsze zaprzeczał, ale ja i tak wiem swoje. Co więcej wszystkie dwuznaczne sytuacje prowokował Zayn, jakby dając mu do zrozumienia, że może na coś liczyć. Tylko on nie był tego świadomy, dla niego to była tylko zabawa. A Niall cierpiał przez to wszystko. Poklepałem go po ramieniu, wstając. 
-Jedziemy coś zjeść z Harrym. Chcesz się z nami zabrać?
-Nie... Przepraszam, nie mam humoru. 
-Ale gnicie tu i zamartwianie się też nie pomoże. No dalej, zbieraj się. Masz pięć minut. 
Odsapnął ciężko i wstał, aby udać się do pokoju. W tym czasie ja znalazłem mój telefon, którego wczoraj nie byłem w stanie znaleźć. W sumie wczoraj nie byłem w stanie czegokolwiek zrobić. Odsapnąłem ciężko i wsunąłem buty zauważając, że Harry stoi już za mną zupełnie gotowy. Miał na sobie beżową bluzkę z napisem, który mówił coś w stylu 'Give me a sign.' i uśmiechnąłem się na samą myśl, że miło byłoby gdyby ten napis był do mnie. Do tego grafitowe spodnie z niskim stanem i trampki. Co jak co, ale Harry umiał się ubrać tak, aby robiło mi się gorąco na samą myśl o nim. To pewnie przez te dekolty, które uwielbiał. Zamyśliłem się na moment wpatrując się w dwa wisiorki, które zawsze nosił. Dopiero po chwili zauważyłem blondyna. Hazz posłał mu zdziwione spojrzenie, a ja uśmiechnąłem się jedynie ciepło do niego. On teraz potrzebował nie myśleć o Zayn'ie, a siedzeniu tu samemu na pewno by mu tego nie ułatwiło. Na pewno to musiało być ciężkie. W końcu to jego najlepszy przyjaciel i domyślam się jak on musi się teraz czuć. Z drugiej strony Zayn to skurwiel. Przecież obaj byli tak samo pijani, więc on nie ma prawa mieć jakichś pretensji do Horana. No i najwidoczniej mu też to nie przeszkadzało, bo przecież to on odgrywał rolę 'faceta'. A nie sądzę, żeby leżał i krzyczał, że Niall ma przestać. Dam sobie rękę uciąć, że sam to zainicjował. A teraz zwala całą winę na blondyna, bo pewnie sam na siebie jest zły, że mu to się to tak podobało. Tylko do cholery... Dlaczego Niall musi przez niego cierpieć?! Przez jego honor i jakieś chore ambicje, bo przecież on 'nie może być gejem'. Sam to kiedyś powiedział, choć zaraz zaczął się tłumaczyć, że on nic nie ma do takich jak ja, ale on sam w sobie taki nie będzie. Pieprzy głupoty i tyle. Może i nie mam pewności, bo faktycznie w relacji jego z Horanem, tylko Horan zdawał się czuć coś więcej. Ale do cholery jasnej... Nie zwalajmy tego, że go przeleciał na fakt, że był pijany. Ludzie po pijaku robią różne głupoty, ale alkohol nie zaburza ich orientacji. Tak myślę... Choć mam prawo się mylić. 
-Lou. Louis, żyjesz? Ziemia do Tomlinsona!
Myślami wróciłem do nich dopiero teraz, gdy jedna z rąk Niall'a spoczęła na moim ramieniu, druga zaś latała mi przed twarzą. Potrząsnąłem głową i udałem się do wyjścia. Na dworze było dość szaro i ponuro, choć podobno cały weekend miało świecić słońce. Powinienem się już chyba nauczyć, że nie wolno ufać prognozie pogody. Coś mi mówiło, że jeszcze dziś się rozpada, o ile nie będzie to nawet burza. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem go, w tym czasie moi towarzysze kłócili się kto ma usiąść z przodu. Naprawdę, to dziecinne. Co to za różnica kto gdzie siedzi? W końcu zdenerwowany Harry wyminął blondyna, ten jednak jakimś cudem znalazł się przy drzwiach szybciej i w efekcie końcowym to on opadł na siedzenie obok mnie. To mnie nawet trochę cieszyło, bo sama obecność loczka mnie peszyła, a im bliżej był tym gorzej się czułem. Co prawda do KFC, bo tam właśnie zdecydowaliśmy się udać, nie było daleko całą jednak podróż przebyliśmy w ciszy. A był to ten rodzaj ciszy, który nazwać można by  'niezręcznym' i strasznie tego nie lubiłem. W restauracji, o ile można to tak nazwać, były może cztery osoby, nie licząc nas. Ja i Niall wybraliśmy stolik, podczas gdy Harry został wysłany do kasy z gotowym już zamówieniem co kto sobie życzy. O dziwo nawet moja porcja była mniejsza od tej Irlandczyka, a przecież to on zwykł jadać najwięcej. Widocznie dół podziałał też na jego apetyt, choć już myślałem, że nic nie jest w stanie tego dokonać.
-Hej, nie przejmuj się tak. Zobaczysz, że jeszcze Zayn sam będzie cię przepraszał. 
-Nie sądzę... 
-Ja to wiem. Wszystko będzie dobrze. 
Chłopak już otwierał buzię, żeby mi odpowiedzieć, gdy przerwał mu dźwięk sms'a. Zerknął na telefon i niemal natychmiast domyśliłem się, że nadawcą był Malik. Im dłużej czytał, tym więcej łez zbierało się w jego oczach. Poczułem, że coś jest nie tak, więc natychmiast zmieniłem miejsce, żeby być bliżej niego. Objąłem go ramieniem chcąc jakoś go wesprzeć, on jedynie położył głowę na moim ramieniu podając mi telefon, bym sam przeczytał. 'Twoje rzeczy są już spakowane i gotowe, żebyś je zabrał. Nie obchodzi mnie dokąd pójdziesz, ale nie chce cię widzieć na oczy. Klucz zostaw pod wycieraczką, gdy przyjedziesz po torby. Nie martw się, mnie nie będzie do wieczora.' Aż mi dech zaparło. Jak on mógł mieć taki tupet? Przecież to było ICH mieszkanie, nie tylko mulata! On nie miał prawa wyrzucić blondyna. Poczułem jak moje ramię robi się mokre i dokładnie w tym momencie naprzeciwko nas usiadł Harry z załadowaną tacką. Zmierzył nas wzrokiem, bo zapewne czuł się w tym wszystkim zagubiony. W końcu nie codziennie twój kumpel ryczy w ramię drugiego, tak bez powodu. A dla niego tak właśnie to wyglądało. I pewnie powinienem mu to wytłumaczyć, ale to nie był dobry moment. Pokiwałem więc jedynie głową by o nic nie pytał, a on na szczęście zrozumiał. Zabrał się za wykładanie jedzenia, a Niall w tym czasie postarał się jakoś wrócić do normalnego stanu.
-Wziąłem wam kubełek dla dwóch, bo na jedno wychodzi, a ten był tańszy i dorzucali duże cole. 
-Jasne. A te sosy?
-Mówiłem, że ma być bez, ale i tak dorzucili... 
-Mhm.
Zjedliśmy w ciszy, choć co jakiś czas starałem się rozbawić Irlandczyka. Nawet czasem mi się udawało, choć zazwyczaj śmiał się wyłącznie z grzeczności. Do domu pojechaliśmy po około dwóch/ trzech godzinach. Było może krótko przed 15. Jak się okazało Liam z Danielle wrócili do Londynu, gdyż Dan miała jutro rano jakiś casting i chciała się jeszcze trochę przygotować. My też niedługo powinniśmy się zbierać, bo przecież jutro chłopacy na rano do szkoły, a ja do pracy. Trzeba jeszcze zabrać resztę bagażów Harrego i on też musi mieć trochę czasu na rozpakowanie się i takie rzeczy. 
______________________________________
Wiem, wiem. Może się wydawać krótkie przez te dialogi, choć wydaje mi się, że nie ma ich jakoś specjalnie dużo. Po za tym... Tak, wprowadzam element Zialla, który przyznaję, że z początku był nieplanowany. Taki tam spontan ;D
Ach i jeszcze mała prośba.
Jeśli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach lub one-shotach to proszę żeby zostawił mi info o tym pod tym postem. Możecie w nim zamieścić waszego twittera, numer gg, e-maila, skajpaja - cokolwiek chcecie. Po prostu nie chcę żeby potem ktoś miał pretensje, że nie jest informowany, a wolałby być. Nie będę tworzyć specjalnej zakładki po to, ani nic w tym stylu, bo wygląda na to, że i tak nie byłoby dużo chętnych (o ile wgl jacyś będą). 
~Love u.!