! Nowe opowiadanie - KLIK - zapraszam !

sobota, 17 listopada 2012

Info.

Tak więc małe info ode mnie -
Jakiś czas temu założyłam Tumlr'a (http://thisonlymagic.tumblr.com) i to na nim będą się teraz pojawiać one shoty pisane przeze mnie. Będą one również w zakładce 'One Shots', oczywiście. O nowych jednopartach informować będę was w paseczku nad postami, gdzie znajduje się też link do 'zapytaj postaci'. 
Amare wciąż jednak publikowane będzie pod tym adresem, o to się nie martwcie.
Za wszystkie utrudnienia przepraszam i mam nadzieję, że wciąż będziecie czytam moje 'wypociny'. 
Ach, i TU znajduje się już nowy One shot, którego dopiero co dodałam. 
~LOVE U, koty !

poniedziałek, 22 października 2012

Amare 13

-Niall! Niall, do cholery, gdzie jesteś? -doszedł mnie krzyk Liama. Wydawał się być jakoś dziwnie zmartwiony, ale dobrze wiedziałem o co chodzi. Zaciągnąłem rękaw sweterka i wyszedłem z łazienki. Chłopak stał wściekły na środku przedpokoju.
-Co robiłeś?
-Ja...? Ja... Nic. Korzystałem z toalety.
-Z toalety, powiadasz? Od kiedy od toalety leci ci krew?
-Jaka krew? -speszyłem się. Jaka krew? Przecież dokładnie wytarłem wszystko. 
Liam podszedł do mnie i złapał moją lewą dłoń, szybko podciągając rękaw. Na sam widok kolejnych świeżych ran, na jego twarz wpłynął grymas niezadowolenia.
-Znowu to robiłeś... -szepnął słabo.
-Przepraszam... Po prostu... Przepraszam.
-Niall, obiecałeś. On nie jest tego wart.
-Wiem... Wiem, Liam. Ale... 
-Ale co? Ale co, Niall? Nie ma żadnego 'ale'! Masz przestać! Powiedziałeś, że przestaniesz! Obiecałeś mi to, Niall! -krzyczał coraz głośniej, a ja aż zmrużyłem oczy ze strachu i aby nie rozpłakać się. Li zauważył to i objął mnie mocno. -Już dobrze, blondasku. Już dobrze, nie martw się. Będzie dobrze, tak? Przestaniesz, prawda? Proszę, przestań... 
-Przestanę... Naprawdę, Liam. Nie chce tego robić. Nie lubię patrzeć, jak się przeze mnie martwisz. Już tak dużo mi pomogłeś... A ja ciągle tylko zawracam ci głowę...
Pogłaskał mnie po plecach i ucałował w czubek głowy. Jego telefon jak zwykle zadzwonił i jak zwykle był to Zayn. Nie dziwiło mnie to. Zayn zawsze miał lepsze kontakt z Liamem niż ja. Znali się dłużej, byli dla siebie czasem jak bracia. Niby ostatnio, przed tamtym weekendem, zbliżyłem się do mulata, ale to nie było to samo. No i... Musiałem wszystko spieprzyć. Li posłał mi przepraszające spojrzenie i odebrał, wciąż trzymając mój nadgarstek. 
-Teraz? ... Nie... Z Niall'em. ... Mhm. ... Dlaczego? ... Oho... Wiem. Ok. Jasne. ... Ok. Zayn! Rozumiem... Mhm. ... Za ile?... No tak. ... Nie, nie, spokojnie. ... A jak ma być? .... Myślenie nie jest twoją dobrą stroną, stary. ... Jasne, że nie. Tylko ty jesteś taki dziecinny. ... Ok. Może w piątek? ... Serio, Zayn? Jest wtorek, deklu! ... Zayn, proszę... Postaraj się. ... Wiem, wiem. Po prostu proszę. ... To kurewsko ważne! Nawet nie wiesz jak bardzo! ... No wiesz... Chodzi o to, że... No nie ważne. Później ci powiem. ... Jasne. Ok... Już idę.
~
Zawiał silny wiatr, a ja schowałem nos w szal. Powoli zaczynało padać, a jego wciąż nie było. Odwróciłem się jeszcze raz w stronę, z której powinien był przyjść Malik i dostrzegłem zarys jego postaci. Szedł dość szybko, a na mroźnym powietrzu jego policzki poczerwieniały lekko. Jak zwykle w lewej ręce trzymał papierosa, a rozpięty płaszcz tańczył niesfornie z wiatrem. Wreszcie doczłapał się do mnie i posłał mi lekki uśmiech. Tak naprawdę ta sytuacja z ich 'wyskokiem' jemu też dawała się we znaki. Niby na co dzień wydawał się zupełnie normalny udając, że nic się nie stało. Ale ja wiedziałem aż za dobrze, że on zwyczajnie tęsknił za blondynkiem. Gdy tylko wychodziliśmy gdzieś we dwóch, a ostatnio często się to zdarzało, zawsze był lekko przybity i albo nie mówił nic, albo nakręcał się i nie dawał mi dojść do słowa. Dziś chyba miał ten dzień na paplanie bez końca, bo już przez telefon nadawał jak katarynka. Bez słowa weszliśmy do ciepłego baru, w którym powietrze przesiąknięte było alkoholem i papierosami. Nie było tu dużo ludzi i dlatego to tu udawaliśmy się na poważniejsze rozmowy. U niego były wiecznie podsłuchujące siostry, u mnie Niall, więc nasze mieszkania odpadały. A tu było cicho i pusto. Perfekcyjnie. Zasiedliśmy w kącie. Zsunąłem z siebie płacz i powiesiłem na oparciu krzesła, tak samo jak mój towarzysz. Jakiś kelner przyniósł nam dwa piwa, bo byliśmy tu już jakby stałymi klientami i świetnie znałem tam każdego pracownika. Upiłem łyk i spojrzałem na Zayna.
-Więc?
-Więc co? -spytał zmieszany.
-O czym chciałeś pogadać?
-A musiałem o czymś chcieć? Po prostu chciałem spędzić z tobą trochę czasu. 
-Kłamiesz jak z nut, Malik. -rzuciłem bez wahania, a on podniósł na mnie wzrok po czym speszył się.- Zupełnie cię nie rozumiem. -dodałem na wydechu w głowie myśląc jak bardzo żałosny jest mój przyjaciel.
-Wiem. Ale postaw się na moim miejscu. 
-Próbuję! Zayn, ale ucieczka nie jest rozwiązaniem. 
-Wiem! Ale co mam zrobić? Udawać, że nic się nie stało? Stało się Liam! Przeleciałem własnego przyjaciela! Rozumiesz to w ogóle? Może dla ciebie takie coś nie miałoby znaczenia, ale dla mnie ma! Dla mnie to nie jest tylko seks! A tym bardziej nie z przyjacielem! Z chłopakiem! Liam, kurwa... Nie umiem mu spojrzeć w oczy po tym wszystkim... Nie jestem w stanie....
Wiedziałem, że już się rozkręca i zaraz walnie mi jakiś monolog, którego nie dam rady ogarnąć, więc postanowiłem czym prędzej mu przerwać.
-Zayn. On cierpi.
-A ja nie?!
Nie odpowiedziałem. Jedynie milczałem, a on spuścił wzrok.
-Co u niego? Jak się czuje? -zadawał mi to pytanie coraz częściej, a przecież mówiłem mu jeszcze gdy dzwonił, że jasne, że nie czuje się dobrze. W końcu jak ma się czuć. 
-Źle. Niby lepiej, ale wiem, że coraz gorzej. Po prostu coraz lepiej udaje. 
-No tak. Ale... Mówiłem ci, przejdzie mu.
-Zayn, o czym ty pieprzysz?! -nie wytrzymałem już. Najchętniej powiedziałbym mu, że Niall od dwóch tygodniu, choć nie wiem czy nie robił tego wcześniej, tnie się. Obiecałem Irlandczykowi, że nikt się nie dowie. Ale Zayn uważał, że dla Niall'a to też nic nie znaczyło. A ja wiedziałem aż za dobrze, że Mulat nie jest dla niego tylko pierwszym lepszym kumplem. Jest kimś ważnym. Nawet ważniejszym od przyjaciela.- Do ciebie naprawdę nic nie dociera? Niall się w tobie zakochał, a ty mówisz, że 'mu przejdzie'?! Nie przejdzie mu, bo to nie trwa trzy dni.
-Ale wiesz... Nie trwa też jakoś specjalnie długo...
-Nie byłbym tego taki pewien. Kto wie, czy to nie trwa od samego początku. 
-Przesadzasz. 
-Nie prawda.
-Liam... Li, wiesz coś?
-Nie. Nie powiedział mi, od kiedy się w tobie zakochał. Ale wiem, że to trwa długo. 
-Ale... Masz na myśli, że... Powiedział ci to wprost?
Odetchnąłem ciężko. Właśnie się wygadałem. Boże, Liam. Nie umiesz trzymać języka za zębami. Niall mnie zabije, ale jeśli to ma im pomóc... To... Nie musi wiedzieć, póki się nie dogadają... Bo przecież to oczywiste, że w końcu się dogadają. Na przykład w piątek, na tej mini domówce. 
-Tak, Zayn. Albo raczej wypłakał mi w ramię. Mniejsza z tym, na jedno wychodzi. 
Milczał wpatrując się gdzieś w dal. 
-Zayn. Zamierzasz coś z tym zrobić?
-Ja? A co mam z tym zrobić?
-Nie wiem. Ty mi powiedz. 
-Chyba nie liczysz, że może wyznam mu miłość i będziemy razem długo i szczęśliwie?
-Nie czujesz nic do niego?
-Li, o czym ty pieprzysz? To mój przyjaciel. To chłopak.
-I co z tego, że to chłopak?
-Nie jestem gejem. Nawet gdybym chciał, nie mógłbym.
-Och. A chcesz?
-Nie. Liam, przestań już z tym przesłuchaniem.
-Ok. Czyli nie będziesz miał nic przeciwko jeśli ja będę jego pocieszeniem?
-C... Co?! -nie wiedziałem, czy jest bardziej zdziwiony czy oburzony. 
-To. Dobrze słyszałeś. No chyba, że jednak zmieniłeś zdanie i jednak czujesz coś do niego.
-Nie... Nie ja po prostu... Lubię go... Bardzo, ale...-zmieszał się i spojrzał na moją twarz, po czym cały się zaczerwienił i nabrał powietrza w poliki udając rozzłoszczonego.- Podszedłeś mnie! Ty okropny, okropny Liamie! Boże, czy ty zawsze musisz być taki sprytny! 
-Dałeś się podejść jak dziecko. Zawsze taki jesteś. Po prostu powiedz co do niego czujesz. 
-Gdybym sam wiedział. -rzucił i poczułem, że spiął się za bardzo. Wstał natychmiast i chwycił swój płaszcz, po czym dodał.- Powinienem już wracać. Ty też nie powinieneś zostawiać Niall'a samego na tak długo. 
-Wiem. Uwierz, wiem aż za dobrze. -odetchnąłem ciężko. Na szczęście Zayn nie drążył tematu i nie musiałem się wymigiwać. Nie czekając na mnie wręcz wybiegł z baru. Zapłaciłem za piwa i ruszyłem do domu zastanawiając się jak to wszystko rozegrać, by Zayn się zdecydował i jakoś dogadał z blondynkiem. Naprawdę nie mogę już patrzeć jak całe dnie leży na kanapie, albo zamyka się w łazience. Kiedy jest za cicho wiem, że znów się tnie, ale dużo częściej po prostu siedzi i płacze. Wiem aż za dobrze, bo słyszę każdy szloch przez drzwi. Choć wiem, że gdyby to miało wrócić mu Zayna, Irlandczyk byłby wstanie poniżyć się na tyle, by błagać go o wybaczenie. Ale na razie był zbyt dumny, albo po prostu było mu wstyd, że po tak długim czasie, wciąż się nie pozbierał. Co gorsza z dnia na dzień wygląda coraz gorzej. Jego skóra przybrała szary kolor i wydaje się być grubości cieńszej niż kartka papieru. Oczy również przybrały kolor popielaty i nie było nawet śladu bo tym błękicie, którym kiedyś emanowały. Nie mówił za dużo, a jeszcze mnie jadł co było już naprawdę widocznie i zwykły sweter wisiał na nim jak na wieszaku. Aż żal patrzeć. Wszedłem do domu, ale Niall nie leżał na kanapie. Udałem się pod łazienkę i na szczęście pod wejściem doszło mnie jego ciche pochlipywanie. Oparłem głowę o drzwi i odetchnąłem ciężko. To mnie tak strasznie bolało. Z jednej strony rozumiałem Mulata, z drugiej nie mogłem patrzeć jak Nialler przez niego cierpi. 
-Niall... Nialler?
Chwila ciszy. Pewnie doprowadza się do normalnego stanu.
-Słucham?
-Co robisz? Może oglądniemy coś razem? 
Po chwili drzwi otworzyły się i zauważyłem jak jego kruche ciałko wyłania się zza nich. Uśmiechnął się do mnie lekko przymykając wręcz zakrwawione od płaczu oczy. Były tak strasznie czerwone... Czasami zastanawiałem się, czy nie ćpał czegoś. Ale wiem, że on nie należy do takich. A nawet gdyby, nie miałby skąd mieć towaru. Nie wychodzi z domu, gdyby nie szkoła pewnie zapuściłby tu korzenie. 
-Co obejrzymy? -zapytał cicho udając się za mną do salonu.
-Nie wiem. Na co masz ochotę? Mam na laptopie fajny thriller. Kumpel mówi, że świetny, choć jeszcze go nie widziałem. 
Przytaknął i usiadł obok mnie. Zarzuciłem mu rękę na ramię, a on wtulił się lekko we mnie. Lubiłem gdy to robił, bo wtedy czułem, że jestem mu w jakiś sposób oparciem. Nie przytulał mnie, bo lubił. Robił to, bo to go pocieszało i czuł się pewniej.
-W piątek urządzam imprezę. -rzuciłem nagle w trakcie filmu. Niall poruszył sie i milczał czekając, aż dokończę.- Będę tylko ja, ty, Harry, Lou... I Zayn też przyjdzie.
-Och. -mruknął i wtulił się bardziej.- To ja... Może wyjdę wtedy... On chyba nie będzie...
-On chce żebyś był. Nie martw się. 
Spojrzał na mnie niepewnie i widziałem, że choć boi się, to jest też niezwykle szczęśliwy. 
-Myślisz?
-Tak, mój drogi. Gdybym nie myślał, nie żyłbym. -zażartowałem, ale on nie miał już od dawna dobrego humoru.- Pytałem go. No i... Nie sądzisz, że to będzie dobra okazja, żebyście wreszcie się dogadali?
-Nie wiem. Nie wiem czy on...
-Chce. Wiem to. 
Potarłem jego ramię i znów spojrzałem na film. Już więcej się nie odzywaliśmy. 
___________________________________
Ok. Ostatnio usłyszałam, że mało Ziall'a... Więc teraz trochę o nim. 
Mam nadzieje, że jest dobrze xd 
No i nie martwcie się, niedługo (mam nadzieje) dodam znów coś o Larrym. 
~Love u!